Nie od dziś wiadomo, że góry maja wielką siłę przyciągania. Szczególnie po długiej i srogiej zimie byliśmy ich wygłodniali. Tak bardzo brakowało nam widoków, świeżego powietrza i błota na zjazdach, że zorganizowaliśmy dobre towarzystwo do jazdy i pojechaliśmy.
Grzesiek z Basią pojechali szosą do Złotych hor i kręcili się w okolicy ;). Natomiast nasz skład: Patrycja, Adaś i ja, obraliśmy za cel, śmiem powiedzieć tradycyjnie na początek sezonu, biskupią kopę. Już od Pokrzywnej wybraliśmy stromy i trudny technicznie szlak prowadzący przez srebrna kopę. Następnie wjechaliśmy na biskupią kopę - tu akurat nigdy nie jest łatwo, i po chwili oddechu zjechaliśmy na czeską stronę - oczywiście trudnym szlakiem :). Na Czechach wybraliśmy, a jakże! najciekawszy szlak, poprowadzony przez Macov'a. Nie obyło się bez przedzierania po skałach z rowerem na plecach/pod pachą. Zaliczyliśmy jeszcze jazdę "przed siebie", asfaltowy zjazd i obraliśmy ścieżkę powrotną, która oczywiście płaska nie była :) Ostatecznie w szaleńczym pędzie zjechaliśmy prosto (lub nie) do samochodu.
Góry, rower i dobre towarzystwo to jest to o co w tym całym MTB chodzi :)
niedziela 18 kwiecień 2010 - 19:11:11
Komentarze: 2