szutry, szutry i szutry... w Polanicy


W Polanicy byliśmy po raz piąty, po raz piąty tłukłem się po górach, kamieniach w okolicy tej miejscowości.

W tym roku wyjątkowo podczas wyścigu obecne było błoto, które w niektórych miejscach mogło sprawić trochę trudności. Ja z Grześkiem jechaliśmy 'treningowo', natomiast Radek zajął 74 miejsce (246 open). Trasa identyczna jak w zeszłym roku, z tą różnica ze ostatnie 5km było bardzo błotniste, a niesamowicie trudne jak na maraton grabka fragmenty sprawiły ze większość bała się tam jechać - podobno ktoś złamał tam nawet nogę... Moim zdaniem, organizowanie takiego maratonu jak Polanica zdrój w czerwcu jest zupełnie bez sensu, impreza straciła swój urok - poprzednie cztery edycje były we wrześniu/październiku, a góry inną wtedy mają woń, inną barwę liści. Dodatkowo, zawsze to było zakończenie sezonu i z innym nastawieniem się jechało, z poczuciem świadomości trudów całego sezonu. Jechało mi się zle, zapomniałem bukłaka więc musiałem wynegocjować gratisowy bidon do koksów enervita. Ponadto zwiedziłem kawalek pętli giga, ale zawrócilem bo noga nie chciała kręcić i jechałbym naprawdę dłuuugo. Grześka nie zawiódł sprzęt ani forma, natomiast Radek na jakieś 2-3km przed metą urwał hak...

Taka to Polanica... bez uroku.

Polanica Zdrój [ przez Radek dnia Czwartek - 10 Cze 10, 9:58am]
Trasa od początku była zmieniona, nie jechaliśmy pod „Piekiełko” i w górę tylko przejechaliśmy bokiem i w dół do przejazdu kolejowego a potem to było jak rok temu. Dopiero końcówka była zmieniona jak u Golonki ciężkie kamieniste podjazdy i zjazdy, aż na ostatnim zjeździe urwałem hak i 2,5 km biegłem do mety. Ludzi było wiele mniej jak na zakończeniu sezonu rok temu. 
niedziela 06 czerwiec 2010 - 19:55:59
Komentarze: 0